Gdybym miał opowiedzieć, jak wyglądały te pierwsze trzy spotkania, to powiedziałbym tak: „To nie był warsztat o głosie. To był warsztat o puszczaniu kontroli”.

Większość osób przyszła z bardzo podobnym napięciem. Tym, które pojawia się, gdy masz wyjść na środek i coś powiedzieć. Gdy ktoś patrzy. Gdy nagle czujesz, że jesteś widoczny i że wypadałoby dobrze wypaść. Wtedy oddech robi się krótszy, ciało sztywnieje, a głos przestaje brzmieć jak Twój.

Na początku wszyscy próbowali to ogarnąć głową. Stać „stabilniej”. Oddychać „lepiej”. Mówić „pewniej”. Dość szybko okazywało się, że im więcej kontroli, tym gorzej to działa.

Dopiero kiedy zaczęliśmy schodzić niżej do oddechu, postawy, ruchu, coś zaczęło puszczać. Głos przestawał być czymś, co trzeba wymusić. Zaczynał się pojawiać sam, razem z oddechem. Ciało powoli przestawało walczyć. W ruchu robiło się więcej luzu, a w mówieniu więcej prawdy.

Najciekawsze momenty były wtedy, kiedy ktoś orientował się, że wcale nie musi „trzymać się” tak mocno, jak mu się wydawało. Że gdy trochę odpuści, głos nie znika. Wręcz przeciwnie – robi się wyraźniejszy. Stabilniejszy. Bardziej obecny.

Te trzy pierwsze warsztaty były dokładnie o tym.

O zbudowaniu podstaw, które nie są techniką do zapamiętania, tylko punktem oparcia. O doświadczeniu, że kiedy ciało i oddech zaczynają współpracować, głowa wreszcie może przestać panikować.

Fundament został położony i dopiero na nim możemy iść dalej.

Projekt jest sfinansowany przez Unię Europejską NextGenerationEU.

Leave a Reply